MOJA HISTORIA I MOJE DOŚWIADCZENIA

 

Historia rozpoczęła się w 1988 roku kiedy to pierwszym objawem był kręcz szyi (skrzywienie szyi), czego skutkiem jest bolesne przechylenie głowy na bok oraz skręcenie w stronę przeciwną. Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek miała rumień po ukąszeniu jakiegoś pasożyta żywiącego się krwią. Z roku na rok przybywało mi coraz to więcej dolegliwości i bólów w każdej części mego ciała, aż doprowadziło mnie do niemocy wstania z łóżka. Odwiedzałam lekarzy wielu specjalizacji, którzy doprowadzali mnie do różnych myśli, gdyż żaden z nich niczego nie mógł zdiagnozować. Opis moich dolegliwości był dla nich mniej lub bardziej niezrozumiały. Ciągle słyszałam tą samą odpowiedź: „W medycynie proszę Pani nie ma takich objawów chorobowych!”

Badania krwi jak i prześwietlenia niczego podejrzanego nie wykazywały, więc żaden lekarz nie wierzył w opisywane przeze mnie dolegliwości. Jedynie, co można było zobaczyć po wymuszonej CT (tomografii komputerowej), to cysty, które się pojawiały i znikały. Jak nie na jajniku, to na nadnerczy. Bóle były nie do zniesienia, a leki przeciwbólowe zamiast pomagać to nasilały mi ból. Tak więc chciał czy nie chciał, musiałam cierpieć. Zaczęłam zastanawiać się nad sobą czy ze mną jest wszystko w porządku. Mysle sobie,a moze to tylko urojenia? NIEEE  ! Byłam pewna, że jeszcze dobrze funkcjonuje i ze mną wszystko OK:)) Prosiłam lekarza rodzinnego, by dostać w momencie nasilenia bólów badanie krwi, a nie w wyznaczonym przez niego terminie. Koszmarem było dla mnie wstanie po nocy z łóżka, wyglądało to tak jakby ktoś poobijał moje ciało i narobił mi siniaków, do których nie mogłam się dotknąć. Do spania układałam kilka poduszek, które służyły mi jako podparcie pod ręce, pod łokcie pod kolana pod szyję, gdyz wszystko mnie bolalo:( Mimo poduszek wstawałam rano jak 90 letnia babcia. Dochodziły ciągle to inne objawy takie jak: bóle szczęki, pieczenie języka, bóle jamy ustnej, bóle zębów, bóle gardła, kula w gardle przesuwająca się za mostek piersiowy (uczucie straszne). Dolegliwości różnego rodzaju towarzyszyły mi przez 20 lat mojego życia. Innymi dolegliwościami było: chrupanie w nosie, zatykało się lewe ucho musiałam wyrównywać ciągle ciśnienie. Wędrujące mrowienie po ciele w różnych miejscach ciała, pieczenie skóry nóg, palców rąk, a najbardziej pieczenie skóry głowy i wypadanie włosów. Drgawki mięśni najbardziej na plecach, sztywność i chrupanie karku, ból stawów w różnych miejscach, a najbardziej palców rąk i nóg. Przykurcz ścięgien stóp, podczas, którego nie mogłam przez około trzy miesiące poruszać się na własnych stopach. Wysuwanie dysków kręgosłupa od lat 90- tych. W roku 2003 pierwsza operacja na kręgosłup L5S1 i tu się zaczęła męczarnia, gdyż po operacji i zażywaniu Ibuprofen , który podawano mi po operacji w szpitalu, ból nasilał się zamiast ustępować, więc cierpiałam nadal niewiedząc, że mam alergię na leki przeciwbólowe. Kiedy to w domu zabrakło mi leków przeciwbólowych i zaczęłam się dużo lepiej czuć, wtedy  zrozumiałam co było przyczyną bólów po operacji! Zapewne lekarz w szpitalu pomyślał symulantka! W roku 2005 następna operacja, a po niej komplikacje – usunięto mi (niepotrzebnie!) migdały. Po operacji moj stan zdrowia sie nie zmienił na lepsze. CRP (tzw.bialko ostrej fazy, które informuje o stanie zapalnym w organizmie) było ciągle wysokie, wiec skierowana zostałam do reumatologa. Reumatolog po badaniach krwi i prześwietleniu rąk jak i nóg niczego nie mógł stwierdzić ze 100% pewnością, gdyż nie wszystkie pomiary zgadzały się z postawieniem ostatecznej diagnozy. Mimo tego chciał za moją zgodą przepisać mi MTX methotrexat (lek stosowany przede wszystkim w chemioterapii nowotworów). Odmówiłam i dalej cierpiałam, a bóle jak na złość się nasilały. Pewnego razu w nocy dostałam bólu klatki piersiowej i omdlenie, objaw jak na zawał, mąż wezwał pogotowie, zrobili EKG, które niczego nie pokazało. Po tygodniu ze zwiększoną silą ponownie dopadł mnie ból klatki piersiowej, jakby mi ktoś rozrywał piersi w przeciwne kierunki. Maż z córką smarowali mi plecy lodem by ukoić ból, który był nie do zniesienia! Prosiłam by nie dzwonili  na pogotowie, było mi obojętne co się ze mną stanie. Chciałam w tym momencie być sama, gdyż poczułam, że jest to próba wytrzymałości na ból i doświadczenie czegoś więcej niż tylko fizyczności o czym przekonałam się w czasie późniejszym. Było bardzo późno, godzina pierwsza w nocy, poprosiłam męża z córką by poszli spać, gdyż nie chciałam by cierpieli razem ze mną. Ból był nie do opisania! W pewnym momencie, powiedziałam głośno „Boże, jeżeli teraz mam odejść, to proszę weź mnie, ale Jemu się nie poddam!” Ból trwał jeszcze do południa i nigdy więcej tak mocny nie powrócił. Po tym fakcie często rozmawiałam z Bogiem i zrozumiałam sama, że jest to tzw. „choroba” POKORY. Rozpoczęłam sama szukać drogi uleczenia. Dzięki temu, że nie dałam się zwariować fizycznemu bólowi i czarnym myślom – ŻYJĘ I MAM SIĘ DOBRZE!

Dlatego tez chciałabym byś wiedział(a), że mogę Ci pomóc w przezwyciężeniu tej, czy innej choroby.

NIE DAJ SIĘ ZWARIOWAĆ!